Zastanówmy się nad tym, czy powyższe stwierdzenie odpowiada prawdzie, a może to wszystko jedno, w jakiej kolejności ułożymy te słowa? Na samym początku chciałbym stwierdzić rzecz oczywistą dotyczącą metody, jaką będziemy się posługiwali w naszej krótkiej dyspucie.
Pytanie, które rozważamy, to: Czy myślenie prowadzi do wiary, czy raczej wiara do poprawnego myślenia? W jaki sposób odpowiemy na to pytanie natychmiast zaklasyfikuje nas do grupy, która będzie posuwała się albo torem Tomasza z Akwinu, albo torem Augustyna i Reformacji.
Kiedy ktoś mówi: "Myślę więc wierzę", manifestuje następujące założenia:
1. Niewierzący (myślący, ale jeszcze nie wierzący) ma otwarty umysł, jest neutralny i obiektywny w swoim rozumowaniu i rozumuje w praktycznie właściwy sposób. Tak więc jedyny jego problem (jak to sam zresztą przyznaje) to brak informacji, które pozwoliłyby mu w obiektywny sposób uwierzyć. Po prostu dotychczas niewierzący nie zetknął się z bezwzględnie jednoznacznymi dowodami na to, że Bóg istnieje- ale jego umysł jest najzupełniej otwarty, dlatego chętnie chciałby usłyszeć argumenty Chrześcijanina. Co więcej twierdzi on, że nie jest z góry uprzedzony co do końcowego rezultatu jego rozumowania, i że jest ono w gruncie rzeczy poprawne.
2. Niewierzący jest w stanie dotrzeć przy pomocy swojego umysłu (wyżej zdefiniowanego) do pewnych częściowych prawd na końcu swojego rozumowania.
3. Niewierzący jest w stanie zinterpretować tj. nadać znaczenie światu (w całości lub w części) w praktycznie poprawny sposób bez pomocy Bożej (Biblii).
Jest wiele innych rzeczy, o których można by wspomnieć, lecz na razie poprzestańmy na tych trzech. Co zatem mówi Biblia na temat tych trzech punktów?
CAŁY TESKT